Dawno tak nie zachwyciłem się muzyką czystą, krystaliczną i bogatą, niemal mistyczną, jaką zaserwował mi w sumie nie taki nowy już album jednego z najcharakterystyczniejszych współczesnych trębaczy jazzowych, Chrisa Bottiego, pod tytułem "Italia". Jestem straszliwie wybredny, zwłaszcza jeśli chodzi o jazz... ale nie o gatunku chciałbym powiedzieć, ale o samej muzyce, która okazała się poruszającym aż do głębi dźwiękowym spektaklem. To budzi refleksje, dotyka najwrażliwszych części duszy i trafia, nie męcząc przymusem wielokrotnego wsłuchiwania się. To proste, to zrozumiałe, to piękne! Na płycie znajduje się kilka znanych każdemu koneserowi dobrej kompozycji, ale odpowiednio zinterpretowanych i opowiedzianych przez geniusz Bottiego. Przykład? Przepiękny utwór Ennio Morricone z filmu "Misja". Motywu granego pierwotnie na oboju chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Gitara klasyczna i delikatne frazy trąbki, do których dołącza orkiestra to po prostu perełka. Nie będę recenzował całej płyty, po prostu nie jestem kompetentny, czy jak kto woli - niegodny. To po prostu jest piękne. Bardzo miło usłyszeć coś dotkliwie innego, niż to co serwują komercyjne media. I jeszcze jedno. Coraz bardziej wierzę, że prawdziwi artyści istnieją nawet dzisiaj i istnieć będą zawsze!
Zapraszam Cię tam. To moje nowe miejsce. Za pomocą migawek i dobranych słów, będę starał się powiedzieć coś ponad codziennym mocowaniem się i łamaniem przy stole. Czasem może nic mówić nie będę, a dam jedynie założyć Ci moje okulary.
Wchodź w każdej wolnej chwili.
Wchodź w każdej wolnej chwili.
Jak w filmie
o godz. 22:55Czy można jak w filmie odczuwać. Wznosić się i opadać w emocjach. Czy da się tak szybko rozwiązywać nawet najtrudniejsze sprawy. Czynić tak romantyczne gesty, jak bohaterowie. Czy film jest sztuką odciągania człowieka od problemów i pokazania jakiejś sielanki. I wbrew pozorom nie wykluczając nawet najtragiczniejszych dramatów. Jak znaleźć odwagę, by uratować świat. Czy skoro w tej chwili nie leci w naszą stronę asteroida wielkości Texasu, to świat nie jest zagrożony i nie zasługuje na prawdziwego bohatera. Czy warto naginać usposobienie, by zrozumieć humor American Pie, Strasznego Filmu, Niani Frani, czy jakiegoś innego seksualnie prowokującego i spłytczającego życie arcydzieła filmowego/serialowego. Czy umiesz cieszyć się sielanką i happy endem bohaterów Love Actually, podczas gdy masz w sobie pamięć dziwnego spojrzenia Twojej kobiety, która dostała skurczu podczas gdy pieprzył ją listonosz i przyłapałeś ich i musiałeś w ostateczności odwieźć cudownie połączonych kopulantów do szpitala. Czy współczujesz oszukanej Angelinie Jolie, której synek został uprowadzony i prawdopodobnie nie żyje, czy raczej martwisz się o syna, który onanizował się szarlotką zamiast być na lekcjach w szkole. A może ten obłęd jest twoim udziałem, bo zdałeś sobie sprawę, że scenarzysta to nie koniecznie pojebaniec nie znający życia i wymyślający durne scenariusze, by zmanipulować twoje emocje, a jedynie człowiek, który by zarobić grosz na chleb posuwa się do tak perfidnej ostentacji. A może zaczynasz myśleć tak jak w filmie się powinno myśleć. Czy może już całkowicie żyjesz jak twój ulubiony filmowy bohater. Bo mimo, iż jego historia nawet przedstawiona w Egipcie, pochodzi z Hollywood. A tam znają życie jak nigdzie indziej na świecie.
Nie zapomniałem o pytajnikach. Jeszcze ktoś pomyślałby, że zadaję pytania i zaczął odpowiadać...
Nie zapomniałem o pytajnikach. Jeszcze ktoś pomyślałby, że zadaję pytania i zaczął odpowiadać...
Tak blisko szczęścia
o godz. 20:53
Mogłem być piosenkarzem, żeglującym dookoła świata. Hazardzistą, który wygrywa miliony i wydaje wszystko na dziewczyny. Mogłem być poetą, który chodzi po Księżycu, naukowcem, który może powiedzieć światu - Odkryłem coś nowego. Mogłem kochać jakąś księżniczkę, być tym, który zakończy wojnę. Kryminalistą, który pije szampana i nigdy nie może być schwytany.
Lecz pomiędzy Twoimi książkami, pomiędzy Twoimi ubraniami, pomiędzy tym zgiełkiem i zamieszaniem, pozwoliłem temu odejść.
Nie mogę się zatrzymać i złapać oddechu, a spójrz jak bliski jestem szczęścia. I nie zawrócę znów, bo moje serce zrozumiało, że... że jestem w domu.
Lecz pomiędzy Twoimi książkami, pomiędzy Twoimi ubraniami, pomiędzy tym zgiełkiem i zamieszaniem, pozwoliłem temu odejść.
Nie mogę się zatrzymać i złapać oddechu, a spójrz jak bliski jestem szczęścia. I nie zawrócę znów, bo moje serce zrozumiało, że... że jestem w domu.
Narkotyk głupoty,
najpotworniejszy narkotyk głupoty,
jakże upokarzająca bezsilność wobec głupoty
a z nią - zła.
Narkotyk dewocji,
przesiąknięty kadzidłem
narkotyk fanatyzmu,
te lśniące oczy
rozszerzone w przekonaniu
jedynej prawdy,
wyłączności...
Narkotyk władzy,
narkotyk kultu jednostki,
opium tyranii
- okrutni narkomani
odurzeni boskością...
Narkotyki chemii, narkomani destylacji,
alkoholizm, lekomania, uzależnienia,
te skrzywienia, perwersje, warius...
Narkotyk seksu, ta kobieca używka:
Eros, Eros, Eros
i wszystkie jego odbicia
w krzywych zwierciadłach pożądania...
Narkotyk nienawiści,
wrząca plazma nienawiści
niewidzialny laser
spalający wszystko,
wszystkich:
nienawidzacego
i jego ofiarę,
spalający siebie...
Narkomani zła,
chore bestie zła,
nienasycone gnomy
pożerające piękno
jak ciemność pochłania
dopalający się ogień,
ta wieczna fala mroku
goniąca uciekające słońce:
ciemne, zacięte twarze narkomanów zła,
wąskie przymrużone oczy,
zaciśnięte usta,
przewrotne myśli...
Bezsenni narkomani odwetu,
zemsty,
zastawiacze pułapek,
o których nie pamiętają,
ustawiacze setek, tysięcy zapadni,
w które sami wpadają...
Najkrócej działający narkotyk kłamstwa,
najpowszechniejszy,
niedoskonała proteza
najgorszej prawdy,
narkotyk przezroczysty jak tlen,
dostępny jak tlen,
jak tlen niezniszczalny...
Narkotyk chciwości:
więcej, więcej, więcej,
narkomanii o wspólnym nazwisku; "Daj",
uleczani przez śmierć...
Lecz także najpiękniejszy narkotyk miłości.
Narkotyk śmierci
- ochładzający gorączkę życia,
chłodny i lśniący jak szron...
I narkotyk druku,
pisania.
Narkotyk ksiąg,
silniejszy od miłości,
najwierniejszy,
dozgonny,
nieszkodliwy narkotyk liter...
narkotyk rozmów,
gadania,
które zatrzymuje czas,
natchnieni narkomani gadulstwa...
Narkotyk poznania,
niebezpieczny i obosieczny
narkotyk poznania,
nienasyceni narkomani szukania,
roztrzasania
i docierania do sedna,
które rozczarowuje...
Narkotyk pracy,
pozwalający zapomnieć narkotyk pracy,
narkomanie pracy i roboty,
usypiającej wrażliwości harówy,
radosny narkotyk tworzenia
i wariacki narkotyk
przemieszczania bez celu materii...
I narkotyk narkotyków - życie,
i narkomani życia - my wszyscy,
i wszystkie narkomanie...
Narkotyk nienazwany
i posiadający wszystkie nazwy,
niewidzialny i będący wszędzie,
obecny i poszukiwany,
za darmo,
kosztujący za dużo,
nie wiadomo, co to,
tu i tam,
obok,
tam gdzie nas nie ma
i gdzie jesteśmy,
i poezja,
i brak poezji,
religia i pogaństwo,
obłęd,
głód i przesyt,
ucieczki,
i powroty,
i znów być tam,
samobójstwa,
walka i pokój,
napięte sytuacje,
bezruch,
po prostu dzień i noc,
tęsknota,
wyłączenie się,
nagłe i nieoczekiwane włączenie,
radość,
smutek,
pogonie,
perpetuum mobile światła
bez którego wszechświat byłby tylko bagnem
bez początku i końca,
jeden jedyny świetlik tylko przez sekundę
w całej wieczności,
ciemności,
czerni,
mroku...
Narkotyk życia,
które łapiemy w garść
a kiedy rozwieramy palce
nie ma tam nic
jakby było wodą,
którą chcieliśmy zatrzymać i mieć,
tarcie,
łoskot kamiennej lawiny
bedący muzyką Boga
i uporządkowany
ludzki hałas muzyki,
geniusz Pendereckiego,
słuch absolutny...
Korodujący narkotyk życia,
rdza pracująca cicho jak światło...
A więc potem śmierć,
narkotyk śmierci,
narkotyk śmierci,
o którym nic nie wiem,
narkomani śmierci nic nie mówią,
strzegą zazdrośnie tajemnicy,
więc chyba także jest coś wart...
I wszystkie inne narkotyki
z tego wiersza
i spoza niego - życie!
Wiersz Jana Rybowicza godny zatrzymania się, pochylenia nad nim. A w ile narkomanii jesteś sam wplątany, człowieku?
najpotworniejszy narkotyk głupoty,
jakże upokarzająca bezsilność wobec głupoty
a z nią - zła.
Narkotyk dewocji,
przesiąknięty kadzidłem
narkotyk fanatyzmu,
te lśniące oczy
rozszerzone w przekonaniu
jedynej prawdy,
wyłączności...
Narkotyk władzy,
narkotyk kultu jednostki,
opium tyranii
- okrutni narkomani
odurzeni boskością...
Narkotyki chemii, narkomani destylacji,
alkoholizm, lekomania, uzależnienia,
te skrzywienia, perwersje, warius...
Narkotyk seksu, ta kobieca używka:
Eros, Eros, Eros
i wszystkie jego odbicia
w krzywych zwierciadłach pożądania...
Narkotyk nienawiści,
wrząca plazma nienawiści
niewidzialny laser
spalający wszystko,
wszystkich:
nienawidzacego
i jego ofiarę,
spalający siebie...
Narkomani zła,
chore bestie zła,
nienasycone gnomy
pożerające piękno
jak ciemność pochłania
dopalający się ogień,
ta wieczna fala mroku
goniąca uciekające słońce:
ciemne, zacięte twarze narkomanów zła,
wąskie przymrużone oczy,
zaciśnięte usta,
przewrotne myśli...
Bezsenni narkomani odwetu,
zemsty,
zastawiacze pułapek,
o których nie pamiętają,
ustawiacze setek, tysięcy zapadni,
w które sami wpadają...
Najkrócej działający narkotyk kłamstwa,
najpowszechniejszy,
niedoskonała proteza
najgorszej prawdy,
narkotyk przezroczysty jak tlen,
dostępny jak tlen,
jak tlen niezniszczalny...
Narkotyk chciwości:
więcej, więcej, więcej,
narkomanii o wspólnym nazwisku; "Daj",
uleczani przez śmierć...
Lecz także najpiękniejszy narkotyk miłości.
Narkotyk śmierci
- ochładzający gorączkę życia,
chłodny i lśniący jak szron...
I narkotyk druku,
pisania.
Narkotyk ksiąg,
silniejszy od miłości,
najwierniejszy,
dozgonny,
nieszkodliwy narkotyk liter...
narkotyk rozmów,
gadania,
które zatrzymuje czas,
natchnieni narkomani gadulstwa...
Narkotyk poznania,
niebezpieczny i obosieczny
narkotyk poznania,
nienasyceni narkomani szukania,
roztrzasania
i docierania do sedna,
które rozczarowuje...
Narkotyk pracy,
pozwalający zapomnieć narkotyk pracy,
narkomanie pracy i roboty,
usypiającej wrażliwości harówy,
radosny narkotyk tworzenia
i wariacki narkotyk
przemieszczania bez celu materii...
I narkotyk narkotyków - życie,
i narkomani życia - my wszyscy,
i wszystkie narkomanie...
Narkotyk nienazwany
i posiadający wszystkie nazwy,
niewidzialny i będący wszędzie,
obecny i poszukiwany,
za darmo,
kosztujący za dużo,
nie wiadomo, co to,
tu i tam,
obok,
tam gdzie nas nie ma
i gdzie jesteśmy,
i poezja,
i brak poezji,
religia i pogaństwo,
obłęd,
głód i przesyt,
ucieczki,
i powroty,
i znów być tam,
samobójstwa,
walka i pokój,
napięte sytuacje,
bezruch,
po prostu dzień i noc,
tęsknota,
wyłączenie się,
nagłe i nieoczekiwane włączenie,
radość,
smutek,
pogonie,
perpetuum mobile światła
bez którego wszechświat byłby tylko bagnem
bez początku i końca,
jeden jedyny świetlik tylko przez sekundę
w całej wieczności,
ciemności,
czerni,
mroku...
Narkotyk życia,
które łapiemy w garść
a kiedy rozwieramy palce
nie ma tam nic
jakby było wodą,
którą chcieliśmy zatrzymać i mieć,
tarcie,
łoskot kamiennej lawiny
bedący muzyką Boga
i uporządkowany
ludzki hałas muzyki,
geniusz Pendereckiego,
słuch absolutny...
Korodujący narkotyk życia,
rdza pracująca cicho jak światło...
A więc potem śmierć,
narkotyk śmierci,
narkotyk śmierci,
o którym nic nie wiem,
narkomani śmierci nic nie mówią,
strzegą zazdrośnie tajemnicy,
więc chyba także jest coś wart...
I wszystkie inne narkotyki
z tego wiersza
i spoza niego - życie!
Wiersz Jana Rybowicza godny zatrzymania się, pochylenia nad nim. A w ile narkomanii jesteś sam wplątany, człowieku?
Na urodziny
o godz. 09:36
Na urodziny dostałem kopertę
Pomyślałem z nadzieją, że może tam
Dwie połówki czyjegoś złamanego serca...
Nie.
To tylko brudny banknot.
Żadnego słowa.
Kilka bezładnie rzuconych liter.
Pomyślałem z nadzieją, że może tam
Dwie połówki czyjegoś złamanego serca...
Nie.
To tylko brudny banknot.
Żadnego słowa.
Kilka bezładnie rzuconych liter.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
